Władca

Legolas

GotLink.pl sms orange
Wigilia
darmowa bramka sms orange
Znaczenie snów
Kolędy

jego mieszkańców nie uprzykrzyły się mimo to drzewa i wszyscy chętnie oglądają nowe. Bardzo bym chciał poznać lepiej las Fangorna. Wędrowałem ledwie jego skrajem, a już żal było mi go opuszczać. Oczy Drzewca błysnęły z radości. - Mam nadzieję, że spełni się twoje życzenie, zanim te góry zdążą się postarzeć –

powiedział. - Przyjdę, jeżeli los okaże się łaskawy – rzekł Legolas. – Zawarłem umowę z przyjacielem, że jeśli wszystko pójdzie szczęśliwie, razem odwiedzimy Fangorn, oczywiście za twoim przyzwoleniem. - Każdy elf, którego przyprowadzisz, będzie dla nas miłym gościem – powiedział Drzewiec. - Przyjaciel, o którym mówię, nie jest elfem – odparł Legolas. –

zimno. Pycha i nienawiść wzięły górę. - Czy zejdę? – powtórzył szyderczo. – Czy bezbronny człowiek wyszedłby paktować ze zbójami przed swój próg? Stąd słyszę doskonale, co macie mi do powiedzenia. Nie jestem głupcem i nie ufam ci, Gandalfie. Dzikie leśne potwory nie stoją wprawdzie jawnie na schodach mojej wieży, lecz

ród ten nie toczył wielu wojen, czyż nie zwalczał tych, którzy mu się przeciwstawiali? A przecież z niejednym przeciwnikiem zawierał po wojnie pokój i nie wychodził źle na takiej polityce. Raz jeszcze pytam, królu Theodenie, czy chcesz pokoju i przyjaźni ze mną? Od ciebie to tylko zależy. - Chcemy pokoju –

dwaj zrozumiemy się na pewno, a podlejszych ras nie będziemy pytali o zdanie. Niech czekają na nasze rozkazy. W imię wspólnego dobra gotów jestem wymazać dawne spory i przyjąć cię w swoim domu. Czy zechcesz naradzić się ze mną? Czy wejdziesz do Orthanku? Tyle było mocy w tych słowach Sarumana, że

się Gandalf. – Rozminąłeś się z powołaniem. Powinieneś zostać królewskim trefnisiem, zarobiłbyś na chleb, a może także na zaszczyty, przedrzeźniając doradców króla. Mówisz – ciągnął dalej, opanowując wesołość – że my dwaj zrozumiemy się z pewnością. Obawiam się, że ty mnie nigdy nie zrozumiesz. Ale ja widzę cię teraz na

przeleciał o włos od głowy Gandalfa i runął na stopień schodów, tuż pod stopy Czarodzieja. Żelazna krata załamała się ze szczękiem. Stopień rozsypał się w roziskrzone kamienne drzazgi. Lecz ciemna kryształowa kula przeświecająca płomiennym jądrem, nie uszkodzona, spadała po schodach niżej. Kiedy w podskokach toczyła się do rozlanej kałuży, Pippin

z Orthanku żywy, będzie miał szczęście, na które nie zasłużył. - Ejże, hobbicie, oddaj mi to! – zawołał odwracając nagle głowę i spostrzegając, że Pippin wspina się po schodach z wolna, jak gdyby niósł niezwykle ciężkie brzemię. – Nie prosiłem cię, żebyś to podnosił! – Zbiegł na spotkanie hobbita, spiesznie wziął